ZAiKS doczekał ciężkich wizerunkowo czasów. Medialna wpadka goni wpadkę (wizyty kontrolerów na weselach, opłaty za Światowe Dni Młodzieży), czy niedawny wyrok NSA z 8 września 2016 r., o którym pisaliśmy. Gdzieś w tle majaczy de facto podstawowa rola ZAiKSu – pomoc artystom – ale w świetle powyższych doniesień nikt o niej nie pamięta i stowarzyszenie jawi się jako w niekoniecznie dobrym świetle.

Dlatego niewątpliwie ważnym posunięciem ze strony ZAiKSu było zaangażowanie się w kampanię mającą na celu sprawiedliwy podział zysków za korzystanie z kultury online – tzw. Transfer of Value. Zwrócono uwagę, że treści kultury w sieci dystrybuowane są przez dwie grupy dostawców: dostawców usług cyfrowych (takich jak Netflix, Spotify, Deezer), którzy umożliwiają użytkownikom dostęp do licencjonowanych treści i płacą przy tym ich twórcom; oraz dostawców usług, którzy zapewniają dostęp do treści globalnych lub zamieszczanych przez użytkowników (YouTube, Facebook, Soundcloud itp.), którzy twierdzą, że pełnią jedynie rolę pośredników i w związku z tym nie są zobowiązani do wypłacania twórcom wynagrodzeń.

Czytaj: Sampling jednak bez zgody autora? Niezwykły wyrok w Niemczech

Na nieszczęście dla twórców, dostawcy „pośredniczący” stanowią grupę dominującą i nic nie zapowiada, żeby miało się to zmienić (użytkownicy licencjonowanych dostawców stanowią zaledwie 10% ogółu osób korzystających z treści kultury w sieci).

Warto przy tym pamiętać, że treści kultury są kluczowym elementem generującym obroty internetowych gigantów. Wyobraźmy sobie Facebooka, w którym użytkownicy nie mogliby udostępniać linków np. z YouTube. Jest ciężko, ale wznieśmy się na wyżyny fantazji i zastanówmy sie, jak wyglądałby YouTube, gdyby mógł oferować jedynie treści w pełni legalne. Można zaryzykować stwierdzenie, że ruch na tej platformie spadłby do poziomu małego lokalnego portalu informacyjnego.

Celem kampanii Transfer of Value jest przede wszystkim doprowadzenie do sprawiedliwego dla twórców podziału wpływów. Do tego konieczna jest zmiana obowiązujących w Unii Europejskiej przepisów tak, aby internetowi giganci nie mogli unikać odpowiedzialności za łamanie prawa autorskiego. W tej chwili są oni jako „pośrednicy techniczni” wyłączeni z odpowiedzialności za transmisję lub przechowywanie treści chronionych prawem autorskim. Trudno przy tym nie zauważyć, że zmiana przepisów jest tutaj najmniejszym problemem.

Poczynając od potencjalnego wyniesienia się amerykańskich korporacji z europejskiego rynku (mało prawdopodobne), na kłopotach z egzekwowaniem prawa skończywszy (bardzo prawdopodobne) . W końcu YouTube już teraz posiada algorytm Content ID wyłapujący w założeniu pirackie treści, ale jak ten algorytm działa wie pewnie każdy, kto wrzucił do serwisu więcej niż jeden film z własną twórczością (często własne materiały są flagowaneprzez Content ID, a wtedy prawa do nich – i zysków z odtworzeń – roszczą sobie wielkie wytwórnie).

Czytaj: Graffiti. Sztuka bez ochrony? Najsłynniejsze procesy

Powstaje więc pytanie: jak zmienić przepisy, aby zunifikować system dystrybucji wpływów za korzystanie z treści w serwisach o zupełnie różnych zasadach działania i opierających się na zupełnie różnych algorytmach? Co z ustaleniem stawek?

Zupełnie bowiem inną kwestią jest to, na jakim poziomie plasują się potencjalne wynagrodzenia dla twórców. Nie jest tajemnicą, że nawet najpopularniejsi artyści zarabiają na „odtworzeniach” u licencjonowanych dostawców grosze. W związku z tym, optymistycznie zakładając całkowicie pomyślne wdrożenie koncepcji Transfer of Value, ogromnym problemem pozostaje wycena treści kultury.

Ciężko oczekiwać od wielkich korporacji, by altruistycznie obniżyły swoje wpływy w celu podniesienia stawek twórcom, a (mówiąc o muzyce) w dobie „śmierci” nośników fizycznych i nieopłacalności wyruszania w długie trasy koncertowe – wynagrodzenie za dystrybucję treści kultury w sieci jest dla artystów być może jedyną z niewielu szans na godziwy zarobek pozwalający na dalszą działalność.

Oby tylko nie okazało się, że ZAiKS w pełni zaangażuje się w kampanię, która – w sprzyjających okolicznościach – zapewni polskim artystom śmiesznie małe wpływy, bądź też “wyleje dziecko z kąpielą”. Jakby nie patrzeć, restrykcyjne prawo doprowadzi do zawężenia grupy odbiorców, a podwyższy zyski samym koncernom.  Kto weźmie stronę samych artystów?

Autor: Maciej Rodkiewicz/MiP

Fot: Laurent Breillat/Flickr lic. CC BY-NC-ND 2.0

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *