Cenzurowanie piosenek jest praktyką tak starą, jak historia świata. Nic więc dziwnego, że odkąd istnieją piosenki, pojawiają się także ci, którzy z rożnych względów domagają się zakazania rozpowszechniania tych najbardziej szkodliwych (według nich).

Poniżej przedstawiamy ranking 5 najbardziej zakazanych piosenek w historii zachodniego świata. Zarzuty? Obsceniczność, nawiązania do seksu, kontekst polityczny i naruszenie społecznego tabu.

Je t’aime (moi non plus) – Serge Gainsbourg i Jane Birkin (1969)

Serge Gainsbourg napisał tę piosenkę w 1966 roku dla Brigitte Bardot w szczytowym momencie rewolucji seksualnej w Europie. Zdaniem Bardot utwór był „najbardziej romantyczną piosenką, jaką można sobie wyobrazić”. Nie wszystkim jednak przypadł do gustu. Jego pierwsze wykonanie (z Bardot) nie zostało upublicznione aż do roku 2012, ponieważ ówczesny mąż gwiazdy, Gunter Sachs, nie zgodził się na emisję. Zamiast z Bardot, Gainsbourg zaśpiewał „Je t’aime (moi non plus)” w 1969 z Jane Birkin, dla której piosenka stanowiła przepustkę do sławy. Jej wykonanie wywołało międzynarodowy skandal i liczne protesty oburzonych słuchaczy. W utworze słychać westchnienia Birkin przypominające orgazm. Ten element był nie do przyjęcia dla zgorszonej opinii publicznej m.in. w Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Brazylii i Jugosławii. Mimo międzynarodowego skandalu, utwór stał się numerem 1 w Szwajcarii, Austrii i Norwegii.

God save the Queen – Sex Pistols (1977)

Pistolsi irytowali wszystkim. Arogancją, obrazoburczymi tekstami w stylu „no future”, porównaniem Anglii do faszystowskiego reżimu, pijackimi ekscesami, dzikością i kompletnym brakiem zasad. Aby opisać skalę zjawiska, wystarczy przytoczyć historię z marca 1977 roku, gdy zespół podpisał umowę z wytwórnią płytową A&M Records. Dla uczczenia sukcesu muzycy udali się do siedziby wytwórni, gdzie podczas pijatyki zwyzywali pracowników firmy. Następnie ktoś z otoczenia zespołu groził śmiercią osobie związanej z radą nadzorczą A&M. Po tygodniu współpracy z Sex Pistols wytwórnia zerwała umowę, a 25 tysięcy płyt winylowych z singlem „God Save the Queen” zostało przeznaczonych do zniszczenia. W maju tego samego roku singiel wydała wytwórnia Virgin Records, a zrobiła to na tyle przemyślnie, by datę wydania krążka zsynchronizować ze srebrnym jubileuszem panowania królowej Elżbiety II. W jubileuszowy weekend sprzedało się ponad 150 tysięcy płyt, co oznaczało gigantyczny sukces. „God Save the Queen” wywołał jednak takie kontrowersje, że kilka dużych firm odmówiło jego dystrybucji. Także rozgłośnia BBC, a za nią kilka innych niezależnych stacji radiowych zdjęło utwór ze swoich anten.

What a Wonderful World – Louis Armstrong (1968)

Historia zakazania emisji tego utworu ma kontekst bardziej współczesny i związana jest z atmosferą, jaka panowała w mediach po ataku z 11 września. Wtedy to zarząd amerykańskich rozgłośni radiowych Clear Channel Communications wystosował instrukcję do swoich 1 300 oddziałów lokalnych zakazując im emisji 150 utworów uznanych za „niewłaściwe” w zaistniałej sytuacji politycznej i społecznej. Poza pewnikami w rodzaju „Killing an Arab” The Cure na liście znalazły się ponadto mniej oczywiste pozycje, jak np. „In the Air Tonight” Phila Collinsa oraz „What a Wonderful World” Louisa Armstronga. Nastrój żałoby narodowej oraz wzburzenie społeczne panujące po ataku z 11 września ewidentnie nie skłaniały do kontemplowania piękna przyrody i zachwytu nad światem i poczynaniami ludzkości. (Pełna lista zakazanych utworów dostępna jest tutaj.

Another Brick in the Wall – Pink Floyd (1980)

Reperkusje związane z emisją tej piosenki bynajmniej nie dotyczyły złego stanu szkolnictwa brytyjskiego, czy branży budowlanej na wyspach. Sprawa związana była z polityką rządu Republiki Południowej Afryki w czasach apartheidu. Jak wiadomo, polityka przekłada się na ekonomię. Dlatego też po krytyce apartheidu przez brytyjskich artystów, rząd RPA nałożył embargo na wszystkie płyty zawierające protest songi w rodzaju „Biko” Petera Gabriela. Utwór ten opowiada o Stevenie Biko – południowoafrykańskim anty-apartheidowskim działaczu, zamordowanym przez policję w 1977 roku. Jasne było, że rząd RPA nie zamierza dopuścić do emisji „Biko” oraz innych krytykujących jego posunięcia piosenek. Sporządzono więc listę zakazanych płyt. Znalazła się na niej także „Another Brick in the Wall”. Jednak stało się tak bynajmniej nie dzięki samemu tekstowi piosenki, ale temu, że fraza „We don’t need no thought control” posłużyła za hasło bojkotu studenckiego, który w latach 80. ubiegłego wieku ogarnął cały kraj i był jednym z czynników paraliżujących działania rządowe.

Straight outta Compton – N.W.A. (1989)

Jeden z najważniejszych utworów w historii gangsta-rapu. W kontrowersyjny sposób opisywał brutalność policji w amerykańskim mieście Compton. Nie trudno jest się domyślić, że utwór nie został ciepło przyjęty przez kalifornijskich stróżów prawa i poprawną politycznie część społeczeństwa amerykańskiego. Po wydaniu tej płyty grupa N.W.A. została ochrzczona przez FBI mianem „Najniebezpieczniejszej Grupy Świata”. MTV zdjęła klip z anteny. Utworu nie można było także usłyszeć w radio. Efekt: do tej pory krążek zdobył status podwójnej platynowej płyty. Album przyczynił się także do zainicjowania debaty publicznej na temat brutalności i nadużywania siły przez kalifornijską policję.

Uwaga: W rankingu świadomie pominęliśmy utwory mające celowo wywołać skandal, jak np. „I Want Your Sex” George’a Michaela, czy „Smack My Bitch Up” The Prodigy. Jak coś powstaje, by celowo szokować, nikt nie czuje się zszokowany na poważnie. Nie znalazły się tu także piosenki propagujące zażywanie narkotyków, jak „Hotel California” The Eagles, czy „Lucy in the Sky of Diamonds” The Beatles, bo de facto w historii muzyki taki zarzut, choć dość często wysuwany, w zasadzie nigdy nie bywał poparty twardymi dowodami (poza tym, że na pewno brali LSD :). Pominięto również utwory obrażające uczucia religijne, jak „Highway to Hell” AC/DC, bo ich krytyka zazwyczaj natychmiast wywołuje dyskusję o wolności przekazu artystycznego. Oczywiście piosenki zawierające przekleństwa również nie mogłyby się znaleźć w rankingu, bo jest ich już takie mnóstwo, że wybieranie tej najbardziej wulgarnej z wulgarnych zakrawałoby na żart.

Źródło: The Guardian

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *